Hotelik w przystępnej cenie zaspokajający podstawowe potrzeby i animacje dające zajęcie i ruch
8.0Niedrogi hotelik z animacjami i wszystkim co potrzeba na podstawowym poziomie. Codziennie od 10:00 odbywały się animacje, można było poćwiczyć, pograć w różne gry, a wieczorem się pośmiać i potańczyć. Animatorzy fajni, sprawili, że pobyt minął nam błyskawicznie. Jedzenie ok, drinki ok, piwo ok, ogólnie wszystko dobre, bez żadnych cudów, ale też bez wielkich wtop, pokój codziennie sprzątany. Duży basen ze zjeżdżalniami, dość głęboki, fajny do gry w waterpolo. Animatorzy jak i moja rodzinka z zacięciem sportowym, więc trafiła kosa na kamień i codziennie na waterpolo było co robić :) Pozdrowienia Dla Theo, Markety i Mike-iego. Gdyby nie animacje to byśmy padli z nudów i upału. Mike potrafi rozbawić ludzi, daje też fajne show z tłuczonym szkłem. W hotelu mnóstwo Polaków i Czechów, dzięki czemu atmosfera jest wesoła, ludzie się bawią, leci polska muzyka do której można potańczyć i pośpiewać. Lody dostępne praktycznie cały dzień, do kolacji można sobie nalać białego, czerwonego lub musującego wina z butelki, 1-2x w tygodniu owoce morza.
− Pokoik dla naszej 5-os rodziny był trochę ciasny, a jedno dziecko spało na łóżku polowym, kiepsko przemyślana łazienka bez okna, niestety na łazienkowej ściance był za łóżkiem grzyb. Przestrzeń hotelowa dość mocno zabetonowana, często kolejka do baru basenowego/na szczęście był też drugi bar, trochę dalej/, animacje mocno powtarzalne, wieczorne show bardziej improwizowane, niż przygotowane. Codzienna sprzedaż koszulek hotelowych też była dla nas nowym zjawiskiem, ale w okolicznych hotelach widzieliśmy tę samą praktykę, sądząc po zainteresowaniu wielu osobom koszulki przypasowały do gustu. Dość krótko czynny bar, bo punkt 23:00 zamykany, jak by ktoś chciał posiedzieć, to raczej ze swoimi napojami, przez dzień kolejka do baru przy basenie, wieczorem podczas animacji długa kolejka do baru przy scenie, okolica hotelu nieco zaniedbana, do plaży ok 15min, nie za blisko. Woda w kranie i barach była niesmaczna, pachniała pleśnią, pierwszy raz na all musieliśmy kupować wodę pitną w sklepie. Sytuację ratował lód, który był dostarczany w workach i po roztopieniu smakował ok. Co wieczór też podczas animacji zalatywało kanalizacją, pewnie przepompowywano szambo... W barze przy scenie śmierdziało rozlanymi napojami. Słabe boisko do siatki i nogi, patyki i kamienie w piachu, zero cienia, jak się chciało pograć w ping-ponga, to trzeba było samemu sobie kupić sprzęt, bo ten hotelowy był zgubiony albo zepsuty.